00:02
22 lutego 2016 roku Barla a Bogadita w Montanicie Właścicielka lokalu od jakiegoś czasu obserwowała dwie młode turystki. Siedziały na chodniku przed restauracją od kilku godzin i nawet na chwilę nie weszły do środka. Wyglądały na zmęczone i wyraźnie zdezorientowane, tak jakby na coś czekały.
00:29
Kobieta wyszła na zewnątrz i zapytała, czy czegoś potrzebują. Mogłaby nam dać pani coś do picia? Zapytały. Taka może być, odpowiedziała gospodyni, podając im wodę w butelce. Tylko, że my nie mamy pieniędzy. Okradli nas, a teraz próbujemy złapać stopa. To nic, odpowiedziała z troską. i podała im drugą butelkę. Była wtedy 17.30, a przynajmniej tak powie później policji właścicielka baru.
01:05
Turystki siedziały tak jeszcze przez kilka godzin. Dopiero około 20.00 podszedł do nich miejscowy mężczyzna i zaproponował pomoc. Wszyscy wsiedli razem do taksówki. Od tej pory nic już nie jest jasne. Wszystko co wydarzy się potem pozostanie zagadką, której rozwiązania rodziny zaginionych będą szukać jeszcze przez wiele lat, a kolorowe, nadmorskie miasteczko które miało być jednym z najpiękniejszych przystanków podróży życia, już na zawsze będzie kojarzyło się z pytaniem, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego wieczoru.
02:13
Maria Jose, na którą bliscy wołali po prostu Mo lub Mayo, urodziła się w Gordo i Cruz, w prowincji Mendoza w Argentynie, w rodzinie wielodzietnej. jako jedna z pięciorga dzieci swoich rodziców. Miała 22 lata i przed sobą świetlaną przyszłość. Na lokalnym uniwersytecie od jakiegoś czasu studiowała ekonomię. Jej wrażliwa i empatyczna natura sprawiły, że została wolontariuszką.
02:45
Od 19 roku życia Raz w tygodniu odwiedzała lokalną fundację wspierającą osoby w kryzysie bezdomności. Częstowała chlebem, zupą i, co często było równie ważne, dobrym słowem. Towarzyszyła jej w tym wszystkim najlepsza przyjaciółka. 21-letnia Marina, studentka fonoaudiologii, czyli dziedziny zajmującej się zaburzeniami mowy, głosu oraz słuchu.
03:16
Ona również wychowywała się w dużej rodzinie. Była przedostatnią z sześcioga rodzeństwa, z którym była niesamowicie zżyta. Majo i Marina poznały się jeszcze w szkole, gdy obie miały po 12 lat.
03:32
Były swoimi przeciwieństwami, różne jak ogień i woda. Jedna była niską blondynką, druga dość wysoką brunetką. Nieśmiała i pragmatyczna Maria zawsze musiała mieć wszystko pod kontrolą, wszystko zaplanowane od A do Z.
03:51
To z kolei w ogóle nie leżało w naturze spontanicznej, ekstrawertycznej i charyzmatycznej Mariny. Mimo to coś je do siebie ciągnęło. Jak mówi znane powiedzenie, to właśnie przeciwieństwa przyciągają się najbardziej.
04:07
Oprócz ogromnej wrażliwości i chęci niesienia bezinteresownej pomocy, łączyła je również miłość do podróży. Maria miała już na swoim koncie kilka zagranicznych wypadów, może niedalekich, bo do Chile i Brazylii, ale nie zamierzała na tym poprzestawać. Marina zresztą też. Jej inspiracją była starsza siostra Paula, która jakiś czas temu z plecakiem na plecach podbijała Europę. Marina mogła godzinami słuchać jej opowieści o miastach, o przypadkowo poznanych ludziach, noclegach organizowanych na ostatnią chwilę.
04:47
i o tym wyjątkowym poczuciu wolności, które pojawia się wtedy, kiedy człowiek budzi się rano i nie do końca wie, gdzie będzie wieczorem. Obie chciały pójść w jej ślady. Marzyły o tym, by zwiedzić Peru i Ekwador, poznać tamtejszą kulturę i ludzi, spróbować kuchni, zobaczyć na własne oczy te wszystkie wspaniałe krajobrazy, które jak dotąd widziały tylko na zdjęciach. Wykąpać się w oceanie, pospacerować po dżungli w dorzeczu Amazonki.
05:21
Kto wie, może nawet skoczyć na bungee. Coraz częściej rozmawiały na ten temat ze swoimi przyjaciółkami.
05:30
A może byśmy tak pojechały na wakacje, przez Chile i Peru aż do Ekwadoru? Zaproponowały któregoś dnia Sofii i Agostinie, które również lubiły podróżować. Może kiedyś, odpowiedziała za probatą Agostina. Kiedyś może znaczyć nigdy, dogryzła jej Marina. Po prostu to zróbmy, ustalmy termin, na przykład styczeń, wtedy kiedy będziemy miały wolne. Pomysł spodobał się wszystkim, przystąpiły więc do jego realizacji.
06:06
Przez następne miesiące planowały każdy szczegół. Sprawdzały trasy, ceny hosteli, połączenia autobusowe i miejsca, które warto zobaczyć. Na liście rzeczy do zrobienia pojawiło się słynne Machu Picchu w Peru, czyli najlepiej zachowane miasto Inku, historyczne centrum stolicy Ekwadoru – Quito, skok na bungee nad kanionem Chiche, wjazd kolejką na zbocze wulkanu Picincha, miasteczko Banos de Aguasanta, trekking po dżungli i zwiedzanie wybrzeża, a także Montanita.
06:44
Nadmorskie miasteczko nad oceanem, mekka surferów i backpackerów z całego świata. Kolejnym krokiem było zdobycie pieniędzy. Oszczędzały na czym się dało, odmawiały sobie przyjemności, wyjścia do kina czy na fast fooda. Maria poszła nawet do pracy, bo całą wyprawę musiała opłacić z własnej kieszeni. Niedługo później wszystkie były już gotowe. Bilety i pierwszy nocleg miały opłacone.
07:16
Wystarczyło wsiąść w autobus i jechać.
07:21
10 stycznia 2016 roku, Gordo i Cruz, Argentyna. Cztery najlepsze koleżanki umówiły się na lokalnym dworcu autobusowym, na peronie 14, skąd odjeżdżał autobus do Chile, gdzie znajdował się pierwszy przystanek ich podróży. Majo szykowała się właśnie do wyjścia, kiedy zauważyła, że jej najmłodsza siostra Martina niespecjalnie rozpacza z powodu rozłąki.
07:52
A ty co, nie odprowadzisz mnie na peron? Zapytała, a siostra odpowiedziała z przekąsem. No weź, przecież spotkamy się za kilka dni. Zresztą co mam rozpaczać, skoro będę mogła sobie nosić twoje rzeczy? Odpowiedziała szczerze. Wiedząc, że takie lekkie przekomarzanie to najlepszy dowód miłości. Od dawna miały taką zasadę, że gdy starsza siostra gdzieś wyjeżdżała, młodsza mogła korzystać z jej szafy.
08:22
Ale tylko pod jednym warunkiem. Ubrania musiały wrócić w stanie idealnym. Wyprane, wyprasowane i ułożone w równiutką kostkę.
08:33
Maria uśmiechnęła się pobłażliwie. Tylko pamiętaj, mają wrócić całe i zdrowe, inaczej już nigdy więcej nic Ci nie pożyczę.
08:44
W tym samym czasie na przystanek wybierała się również Marina. Była trochę niewyspana. Dzień wcześniej hucznie świętowała 70. urodziny swojego ojca, które przeciągnęły się do białego rana. Były śpiewy, tańce, dużo dobrego jedzenia i jeszcze lepszego humoru. Marina była przekonana, że ojciec trochę wykorzystał swoje urodziny jako pretekst, by zrobić jej porządne pożegnanie. Tatuś, ty to wszystko zorganizowałeś nie dla siebie, tylko dla mnie, żeby się ze mną pożegnać.
09:21
Jak wrócę, to koniecznie musimy to powtórzyć, rzuciła na odchodne. Z turystycznym plecakiem swojej siostry Pauli, który zwiedził już Europę, dumnie przemierzała miasto. Był duży i ciężki, tak wielki, że doczekał się nawet własnego przezwiska. W rodzinie Mariny nazywano go Umarlakiem, bo gdy zarzuciło się go na plecy, to trochę tak wyglądał. Tylko żebyś wróciła cała.
09:52
Przecież jedziesz tam z umarlakiem. Zaśmiewała się Paula. Dziewczyna odpowiedziała jej wtedy uśmiechem. Bo właściwie czego miała się bać? Nie jechała sama. Gdy dotarła... Na peronie był już komplet. Przyjaciółki pożegnały się z bliskimi, a gdy podjechał autobus, wrzuciły do bagażnika swoje torby i rozsiadły się na siedzeniach. Właśnie rozpoczęły wyczekiwaną podróż życia.
10:23
Żadna z nich nie miała pojęcia, że ostatnią.
10:29
Od początku wszystko przebiegało zgodnie z planem. Dziewczyny zwiedziły Peru i 22 stycznia dojechały do stolicy Equadoru. Spędziły w niej kilka niesamowitych dni. Następnie przez Kuenke i Gwajakil ruszyły wzdłuż wybrzeża, by dostać się do Montanity, turystycznego miasteczka w prowincji Santa Elena. Codziennie witała je nowa przygoda. Spały w tanich hostelach, czasem wynajmowanych z dnia na dzień, bo nie wiedziały, gdzie akurat wylądują.
11:05
Korzystały z życia pełnymi garściami i na nic nie narzekały. Napawały się pięknym krajobrazów, kąpały w oceanie, podziwiały znane zabytki, a wieczorami, jak to młode dziewczyny, imprezowały. Robiły przy tym masę zdjęć i filmów, które co chwila przesyłały na swoje media społecznościowe i w wiadomościach prywatnych rodzinie. Wszystko co dobre jednak w końcu się kończy.
11:36
Agostina i Sofia musiały wracać. W Argentynie czekały egzaminy, na które koniecznie musiały zdążyć. Kupiły więc bilety powrotne na 10 lutego.
11:50
Maria i Marina nie zamierzały jeszcze kończyć wakacji. Do kraju miały wrócić dopiero dwa tygodnie później. Pożegnanie na lotnisku było pełne czułości. Za kilka dni znowu będziemy razem, powiedziała Sofia przytulając Majo. — Przywieziemy pamiątki i jeszcze więcej zdjęć — obiecała Marina, udając twardą. — Tylko nie wydajcie wszystkiego na głupoty — ostrzegła Agostina, a przyjaciółka tylko przewróciła oczami.
12:23
— I ty to mówisz do mnie? Ta, co wydaje na głupoty najwięcej z nas wszystkich? I tak zgwaja Kil już tylko we dwie. Wróciły do Montanity, dawnej wioski rybackiej, świętego miejsca surferów, backpackerów, hipsterów i muzyków, które szczególnie przypadło im do gustu. Bo to właśnie tu można było doświadczyć niemal wszystkiego naraz. Wspaniałego jedzenia, kultury, ludzi i nocnego życia.
12:58
Zazwyczaj były zachowawcze, ale tym razem wiedząc, że do wyjazdu zostało im zaledwie kilka dni, chciały zaszaleć. Pójść na fullmon party, o którym słyszały wiele dobrego. I wszystko układało się wspaniale, aż do dnia, w którym wróciły do swojego pokoju w hostelu i zorientowały się, że zostały okradzione.
13:24
Zabrali nam całą gotówkę, stwierdziła załamana Majo. Nie tylko, dodała ze smutkiem jej przyjaciółka. Mimo to robiły dobrą minę do złej gry, bo przecież już za kilka dni miały wracać do domu i zamierzały wykorzystać ten czas najlepiej jak tylko się dało. 22 lutego 2016 roku Przyjaciółki od rana szykowały się do wyjazdu.
13:54
Wszystko miało odbyć się nieco inaczej, ale włamanie do pokoju trochę pokrzyżowało im szyki. Zrezygnowały więc z planu A, jakim była podróż do Limy autobusem. I uznały, że lepiej będzie zamiast busa złapać stopa. W Limie miało już pójść gładko. Spędzą noc u koleżanki, a następnego dnia, już zgodnie z planem, samolotem polecą do Chile, skąd wezmą autobus do Argentyny i wrócą tak samo jak przyjechały.
14:28
Nie martwiły się o pieniądze na bilety. Akurat na to miały fundusze. Marina posiadała kartę kredytową, która miała im służyć w kryzysowych sytuacjach, a ta niewątpliwie do takich należała. Przed wyjściem uprzedziły rodziców, że przez kilka dni mogą nie mieć zasięgu albo czasu, by się do nich odezwać. Damy znać, gdy dotrzemy do Limy. Obiecały. Hostel opuściły około czternastej i niemal od razu udały się w okolice baru La Abogadita, skąd, jak sądziły, szybko złapią okazję.
15:09
Rzeczywistość okazała się jednak gorzka. Mijały godziny, a na horyzoncie nie pojawiał się żaden samochód, który chciałby je za darmo podrzucić do gwajaki. — Potrzebujecie czegoś? — zapytała właścicielka knajpki, widząc, że dziewczyny nie wchodzą do środka, tylko siedzą na krawężniku. Wyglądały na zdezorientowane i zmęczone upałem.
15:36
Może wody? Odpowiedziały. Taka może być? Zapytała, pokazując im butelkę. Tylko, że my nie mamy pieniędzy. Wczoraj nas okradli, a teraz łapiemy stopa. To nic, macie jeszcze jedną. Uśmiechnęła się, podając im drugą butelkę. Była wtedy 17.30. Dopiero o 20.00 ktoś zaoferował im pomoc.
16:05
Dzień później.
16:07
Początkowo bliscy dziewczyn nie wpadli w panikę. Dziewczyny same ostrzegały przecież, że mogą zniknąć sieci. Miały pokonać długą trasę, zmieniać autobusy, a potem dostać się na lotnisko. Ale gdy mijały kolejne godziny, a telefony przyjaciółek wciąż były wyłączone, zaczęli się martwić.
16:32
Ostatnia wiadomość od maja przyszła o 15.30.
16:36
Marina odezwała się około 15, a był już wieczór następnego dnia. Rodzice Marii postanowili jeszcze raz do niej zadzwonić, by sprawdzić, co się dzieje, ale jej telefon wciąż był wyłączony. Z ich obliczeń wynikało, że musiała być już w limie u koleżanki, więc miała możliwość go naładować. No chyba, że po drodze stało się z nim coś złego. Zgubiła go albo, co gorsza, ktoś jej go ukradł.
17:09
16-letnia Martina wpadła wtedy na pomysł, by przeszperać Facebooka siostry. Dziewczyna była stale zalogowana na swoim komputerze, toteż nie było to specjalnie trudne. Może niezbyt etyczne, ale przecież miała swoje powody. Podobnie jak rodzice, ona również bardzo się o nią martwiła. Otworzyła laptopa i zaczęła śledzić ostatnie posty i korespondencje siostry, bo przecież mogła się z kimś umówić, poznać jakiegoś przystojnego chłopaka i pójść na randkę, zapominając o Bożym świecie.
17:48
ale w jej znajomych nie było żadnego nowego członka i z nikim, poza nimi, ostatnio nie rozmawiała. Napisała wiadomość, a potem kolejną. Żadna z nich nie została nawet przeczytana. Po chwili odezwała się do koleżanki dziewczyn z Limy, u której miały przenocować. Okazało się, że ta straciła z nimi kontakt i żadna z nich do niej nie przyjechała. To nie wyglądało dobrze.
18:20
Rodzina Majo natychmiast skontaktowała się z bliskimi Mariny. Tak się złożyło, że oni też wyczuli, że coś musiało się stać. I od jakiegoś czasu odchodzili od zmysłu. Marina około piętnastej przestała do nich pisać, a jej telefon był wyłączony. Czy mogły zgubić oba telefony naraz? Raczej nie. Jeszcze tej samej nocy bliscy podjęli rozpaczliwą interwencję. Zaczęli wypisywać do znajomych Mayo i Mariny z Ekwadoru.
18:55
Dodzwonili się nawet do hostelu, w którym ostatnio spały, ale nikt nic nie wiedział. Tymczasem siostry dziewcząt cały czas podbijały temat w internecie. Stworzyły ulotki ze zdjęciem zaginionych, które wklejały wszędzie, gdzie się dało. Na swoje media społecznościowe, grupy wsparcia dla turystów. Strony poświęcone osobom zaginionym prosiły, by post przesyłać dalej i informować je, gdyby ktoś je zobaczył.
19:27
Gdy następnego dnia turystki nie wsiadły na pokład samolotu z Limy do Chile, rodzina zgłosiła sprawę na policję. powiadomiła konsula, a za dziewczynami uruchomiono żółtą notę Interpolu. Z informacji, jakie uzyskano od operatora sieci komórkowej, wynikało, że oba telefony wciąż znajdują się w Montanicie, a biuro imigracyjne potwierdziło, że żadna z nich nie opuściła kraju.
19:58
Marina od 22 lutego ani razu nie skorzystała też ze swojej karty kredytowej. Tymczasem post na temat zaginionych turystek zaczął żyć własnym życiem, stając się prawdziwym wajralem. Informacje docierały do kolejnych mediów w Argentynie i Ekwadorze, a sprawa stała się jednym z najgorętszych tematów w obu krajach. 26 lutego Siostra Mariny Belen na swoim Twitterze opublikowała pełen żalu post, domagając się pomocy ze strony rządu.
20:35
Na tweeta zareagował sam prezydent Ekwadoru. Pod wpływem opinii publicznej i presji ze strony rodziny obiecał zaangażować w poszukiwania wszystkie dostępne służby. W efekcie... Jeszcze tego samego dnia do Montanity wysłano zastępy policji i rozpoczęto oficjalne przesłuchania świadków. Mundurowi chodzili od domu do domu, od baru do baru i zbierali informacje.
21:07
Dość szybko natrafili na pierwszy ślad. Dotarli do właścicielki Barula Abogadita, która twierdziła, że 22 lutego od 15.30 dziewczyny siedziały na chodniku przed lokalem i łapały stopa. Odeszły dopiero około 20 w towarzystwie miejscowego mężczyzny, z którym wsiadły do taksówki.
21:34
Był nim 39-letni Aurelio, pracownik hotelu, na którego wołano Elerojo. Policja poszła tym tropem i szybko dotarła do taksówkarza, od którego dowiedziała się, że zostawił ich pod domem Alberta, 33-letniego ochroniarza. Jego sąsiad, pytany o to, czy widział coś podejrzanego, Stwierdził, że owszem. Dzień po zaginięciu turystek Alberto woził jakieś czarne worki na taczce.
22:07
Zwrócił na to uwagę, bo to była jego taczka. którą pożyczył mu kilka dni wcześniej. Co ciekawe, rankiem tego dnia Alberto prosił o worki na śmieci pracownika gminy. Te informacje były niezwykle znaczące, bo policjanci w międzyczasie dowiedzieli się czegoś jeszcze. Czegoś, co mogło okazać się przełomem w śledztwie. W czwartek 25 lutego, a więc w dniu, w którym przyjaciółki miały opuścić ekwador, na obrzeżach Montanity znaleziono duży, czarny oklejony taśmą klejącą worek na śmieci.
22:52
Dokładnie taki, o jakim mówił sąsiad. Leżał w gęstych krzakach, tuż przy plaży, zaledwie 400 metrów od domu Alberta.
23:04
– Przyjedźcie tu natychmiast, to chyba kobieta – powiedział mężczyzna, który go znalazł. Była w kiepskim stanie. Nic dziwnego, upały zrobiły swoje, tak więc identyfikacja nie była możliwa. Kobietę oznaczoną jako NN przewieziono do kostnicy w Gwajakil. W tamtym czasie znajdowało się w niej ponad 70 innych, również niezidentyfikowanych osób, dlatego nie zaprzątano sobie tym jakoś specjalnie głowy.
23:39
Dopiero teraz wszystko zaczęło nabierać sensu. Próbki DNA wraz z odciskami palców zaginionych dziewczyn bezwłocznie przekazano do laboratorium, a po dokładnej analizie potwierdzono, że odnalezioną dziewczyną była Majo. Natychmiast powiadomiono jej rodzinę. Telefon odebrała 16-letnia Martina.
24:06
Nie mamy dobrych wieści. Znaleźliśmy ją, powiedział minister spraw zagranicznych, który postanowił przekazać te smutne wieści osobiście. Martinie zrobiło się słabo. Po głowie rozbijała się tylko jedna myśl. Jak to powiedzieć mamie? Rozejrzała się po pokoju i szybko zrozumiała, że wcale nie musi. Matka wszystko słyszała. Ojciec zresztą też.
24:37
Patrzył tempo w okno. Słyszała jak szepcze. Spoczywaj w pokoju. Mam nadzieję, że nie cierpiałaś. Dla bliskich Mariny ten druzgocący telefon okazał się szansą. Jej nie odnaleziono, wciąż była zaginiona. Mogła żyć, uciec, ukryć się gdzieś, zaszyć przed sprawcami. Jej brat i szwagier w jednej chwili spakowali najpotrzebniejsze rzeczy.
25:09
I następnego dnia ruszyli na lotnisko. Wzięli noże i liny, bo kto wie, może przyjdzie im przeszukiwać dżunglę? Do toreb włożyli też całą masę ulotek, by je porozklejać po mieście. Już mieli wsiadać na pokład, gdy na ekranie telewizorów pojawił się komunikat. W Montanicie znaleziono drugą kobietę. Znajdowała się zaledwie 40 metrów od pierwszej. Obok niej leżał duży, turystyczny plecak.
25:42
Odnalezienie drugiego worka zajęło policji aż 48 godzin, bo w nocy padało.
25:50
Na lotnisku zawrzało. Samolot wstrzymano, by dać mężczyznom czas, by ochłonęli i zadecydowali, czy mimo wszystko chcą lecieć. Chcieli. Na drżących nogach wsiedli na pokład. Czuli, że muszą tam być. Sprawdzić, czy to na pewno ona, bo przecież nie mieli pewności. Następnego dnia dołączyli do nich bliscy Majo, jej matka Gladys i brat Felipe.
26:20
Wszyscy chcieli wiedzieć, co się stało. Wszyscy chcieli poznać prawdę. 28 lutego potwierdzono, że obie odnalezione kobiety to zaginione turystki.
26:35
Pilne. Odnalezione to młode Argentynki zaginione w Montanita. Marina Menegazo i Maria Joseconi. Rozmawiałem z ich rodzinami kilka minut temu. Napisał na swoim Twitterze minister spraw zagranicznych.
26:54
Sekcje wskazały na urazy głowy. Obie miały ślady po kajdankach i nielegalne substancje w organizmie. Jedna z nich została też wykorzystana. Zabezpieczony materiał genetyczny należał do przynajmniej pięciu osób. Wszystko wskazywało na to, że Elroyo i Alberto mieli wspólników. Kim byli, tego niestety jeszcze nie było wiadomo. Przeszukanie domu podejrzanych przyniosło oczekiwane rezultaty.
27:29
Na podłodze w kuchni natrafiono bowiem na dużą czerwoną plamę. Materiał biologiczny należał do niejakiego Jose Luisa, kolegi obu mężczyzn. Co ciekawe, to właśnie jego starszy brat Juan, 25 lutego, powiadomił policję o czarnym worku za domem kumpla. To dziwne powiązanie było już więcej niż tylko podejrzane. W listopadzie obu braci aresztowano.
27:59
José od początku próbował zaprzeczać, jakoby miał coś wspólnego ze sprawą. Owszem, zostawił plamę w kuchni, ale nie miało to żadnego związku z turystkami.
28:11
Tak się złożyło, że od jakiegoś czasu pomieszkiwał u Alberta, a tamtego dnia akurat wrócił od dentysty. Policja szybko skontaktowała się z rzekomym stomatologiem. Gdyby ten dał mu alibi, puściliby go wolno. Ale lekarz zdziwił się, gdy zapytano go o Jose. Nigdy nie miał takiego klienta. Jakby tego było mało, laboratorium potwierdziło, że jego DNA znajdowało się nie tylko na ubraniach i ręczniku Mariny, ale też na niej samej.
28:48
Mężczyznę natychmiast postawiono w stan oskarżenia. Pozostawał jeszcze jego brat Juan. Co prawda jego DNA nie pasowało do żadnego zabezpieczonego w domu, ale prowadził hotel, hostel, a także klub nocny. Mógł zaoferować turystki jakimś klientom, stąd te dodatkowe dwa profile genetyczne. Wobec braku dowodów po jakimś czasie zwolniono go jednak z podejrzeń i puszczono wolno.
29:21
Trzech sprawców było w rękach policji. Wszyscy przyznali się do winy. Proces Alberta i Elroyo rozpoczął się 8 sierpnia 2017 roku i trwał 9 dni. 17 sierpnia obydwaj zostali skazani na 40 lat więzienia.
29:42
Taką samą karę w osobnym procesie we wrześniu otrzymał Hose. Sprawa była rozwiązana. Sprawiedliwości stało się zadość, a motyw był oczywisty. Wersja, jaką rząd i policja przekazały mediom na konferencji prasowej, była prosta. Dziewczyny skorzystały z noclegu nieznajomych, a ci, zamiast pomóc, odebrali im życie. Przebieg zdarzeń wyglądał następująco.
30:15
Wszystko zaczyna się jeszcze przed barem La Abogadita, kiedy to dziewczyny od kilku godzin bezskutecznie próbują złapać stopa. Kolejne samochody przejeżdżają obok, ale żaden z nich się nie zatrzymuje, dlatego wciąż siedzą w tym samym miejscu.
30:35
W pewnym momencie zaczynają zwracać na siebie uwagę miejscowych. Informacja o dwóch młodych turystkach, które nie mają pieniędzy i szukają transportu do Gwajakil, zaczyna krążyć. Dociera również do Eleroja. Kto dokładnie mu o tym mówi, tego nie wiadomo. Mężczyzna postanawia do nich podejść.
31:02
Mój kolega mieszka nieopodal i może was przenocować. Następnego dnia podrzucimy was do miasta. Proponuję. Według oficjalnej wersji wahają się. Robi się jednak coraz później. Nie mają pieniędzy. Nie mają transportu. Dlatego ostatecznie wsiadają z mężczyzną do taksówki. Siadają z tyłu. Są milczące i senne. Taksówkarz zawozi je do zrujnowanego domu na obrzeżach miasta, a gdy odjeżdża, dołącza do nich Alberto, właściciel posiadłości.
31:40
Elroyo ich sobie przedstawia i wchodzą do środka. To, co dzieje się później, śledczy odtwarzają przede wszystkim na podstawie zeznań oskarżonych. Alberto i Alerojo twierdzą, że zostawili je w domu, a sami wyszli na imprezę. Wrócili dopiero około drugiej nad ranem, lekko wstawieni. Dziewczynom zachciało się pić, więc poszły do lokalnego sklepu po napoje gazowane. Trudno powiedzieć, dlaczego wróciły.
32:13
Może zostały zmuszone, a może czuły się w towarzystwie mężczyzn bezpiecznie. Niemniej ten krok okazał się dla nich zgubny, bo nowi koledzy zażądali zapłaty za pomoc. Jeden zamknął się w pokoju z jedną, a drugi z drugą. Dziewczyny, widząc co się dzieje, podjęły walkę. To okropnie wkurzyło gospodarzy i sprawy, jak sami mówili na sali sądowej, wymknęły się spod kontroli.
32:47
Jeden pobiegł po kij do bejsbola, drugi wziął nóż. Po wszystkim Elrojo wyszedł, a Alberto zaczął sprzątać. Czarne worki na śmieci wrzucił na taczkę i wywiózł za dom.
33:05
Historia o nieroztropnych turystkach, które chcąc zaoszczędzić na noclegu, zaryzykowały noc u obcych mężczyzn, szybko obiegła świat. I jak można się niestety domyślać, rozpaliła w internautach najgorsze instynkty. Rozpoczęła się klasyczna nagonka na ofiary. Zamiast zrozumienia i współczucia, w komentarzach sączył się jad. No tak, poleciały tam same. Kobiety nie powinny podróżować same.
33:38
Kiedy to w końcu zrozumiecie? Jak ktoś bez żadnego backpackerskiego doświadczenia może wybrać taki kierunek? Ekwador nie jest przecież bezpieczny. Działają tu gangi i nie tylko. A można wiedzieć jak były ubrane? Bo na pewno nieskromnie. Nie ma opcji, że niczego nie brały. Po co szły do domu tych facetów? Przecież wiadomo, o co im chodziło. Gdzie byli ich rodzice?
34:08
Pisali jeden przez drugiego i nie było to nic nadzwyczajnego. Tego rodzaju komentarze bardzo często pojawiają się tam, gdzie dochodzi do przestępstwa względem kobiet i, co ciekawe, nierzadko ich autorkami są właśnie kobiety. Oliwy do ognia dodała sama ekwadorska podsekretarz do spraw turystyki. W czasie swojego pobytu w Berlinie powiedziała publicznie. Mówię to jako matka.
34:40
To mogło się przytrafić wszędzie. Dziewczyny jeździły przecież stopem. Prędzej czy później to musiało się tak skończyć. Te mocne słowa wywołały międzynarodowy skandal, który ostatecznie zakończył polityczną karierę kobiety i zmusił ją do rezygnacji z urzędu. W odwecie... W przestrzeni publicznej pojawił się hashtag podróżuje sama. Kobiety z całego świata pokazując swoje zdjęcia z samotnych wojarzy buntowały się tak przeciwko przekonaniu, że bezpieczna podróż to podróż wyłącznie w towarzystwie mężczyzny.
35:20
Rodziny turystek bardzo ciężko znosiły słowa krytyki. Nic dziwnego, ich również obarczano winą za to co się stało. ale mimo to trzymali się razem i nie ustawali w walce o sprawiedliwość. Od samego początku mieli bowiem ogromne wątpliwości co do wersji policji i ekwadorskiego rządu. Po pierwsze, żadna z dziewczyn nie była lekko myślna, a już na pewno naiwna nie była Majo.
35:52
Wiedziała, czym jest niebezpieczeństwo, I nigdy dobrowolnie nie poszłaby do domu obcych mężczyzn, nawet jeśli miałaby spać pod mostem. Miały w Ekwadorze znajomych. Kilka dni wcześniej poznały grupkę osób, która proponowała im nocleg, ale odmówiły. Gdyby rzeczywiście musiały się gdzieś zatrzymać, na pewno nie poszłyby do jakichś obcych, dużo starszych facetów, mówiła matka.
36:23
One miały pieniądze na hostel. Rozmawiałyśmy z nimi, przekonywała w wywiadzie Agostina, która była z nimi na tych wakacjach. Poza tym miały kartę kredytową i w każdej chwili mogły wypłacić pieniądze. Nic nie wspominały nam o jakimś stopie. Miały jechać autobusem. Informacja o tym, że poszły do sklepu po napoje też była frustrująca. To jak? Miały pieniądze czy nie?
36:54
– pytali bliscy z żalem. Nie użyły karty kredytowej, więc musiały mieć gotówkę. Druga sprawa to śledztwo. Zdaniem rodziny było dziwne, od początku do końca. Śledczym aż 48 godzin zajęło znalezienie Mariny, choć znajdowała się zaledwie 40 metrów od Marii.
37:18
Padało, ale bez przesady. 40 metrów to było nic. Na domiar złego sekcje były przeprowadzone niechlujnie. Od początku mieliśmy wątpliwości co do Mariny, mówiła w wywiadzie jej siostra Paula. Druga sekcja, przeprowadzona przez międzynarodowych ekspertów i rzekomo nieomylna, Wykazała, że miała 157 cm wzrostu, a Marina miała 1,54 m.
37:50
Trzeci test DNA przeprowadziliśmy w Mendozie, w tajemnicy. Pogrzeb odbył się w piątek o 3 po południu, kiedy wciąż czekaliśmy na wyniki. Dopiero o 8 wieczorem zadzwonił telefon, że to była ona.
38:08
Szybkie ujęcie sprawców też było podejrzane, tak samo jak ich natychmiastowe przyznanie się do winy. Wyglądało to tak, jakby rząd chciał sprawę natychmiast zamknąć, by nie straszyć turystów, bo Ekwador i tak nie miał dobrej reputacji.
38:26
Uciąć spekulację, że sprawa ma drugie dno, że po okolicy grasuje grupa niebezpiecznych ludzi, która za przyzwoleniem rządu wyszukuje samotnych turystów i handluje. Sami podejrzani również byli wątpliwi, nie mieli żadnej historii kryminalnej, nigdy niczego nie ukradli, nie wdali się w bójkę, I nie mieli związku z półświatkiem. Byli prostymi, pracującymi, szanowanymi w okolicy ludźmi.
39:01
Elerojo od urodzenia mieszkał w Montanicie i był niesamowicie zżyty z lokalną społecznością, a jego kolega Alberto mieszkał i pracował w mieście już od czterech lat. Ich rodziny utrzymywały, że ci dwaj nie skrzywdziliby muchy. Siostra Alberta w przejmującym wywiadzie wyznała nawet, że jej brat został do przyznania się do winy zmuszony przez władzę. Od samego początku krzyczeli, to ty, to ty, mówiła, a on pod presją musiał to potwierdzić.
39:38
Chcemy, aby sprawiedliwości stało się zadość i aby sprawa nie została zamknięta, mówiła przyjaciółka turystek, Sofia.
39:48
Nie wierzę, że ci ludzie są winni. Nie wierzymy w żadne zeznania policji i rządu Ekwadoru. Uważamy, że chcą szybko zamknąć sprawę, a my na to nie pozwolimy. Jest kilka bardzo dziwnych spraw, które wymagają wyjaśnienia.
40:06
Istotnie, podejrzani nie byli wiarygodni. Po tym jak się przyznali, wielokrotnie zmieniali wersję wydarzeń, twierdząc, że tak naprawdę są niewinni. Zostali wrobieni, a za wszystkim stoją dwaj policjanci. Miałem je jednie dowieźć taksówką do domu kolegi. Nie wiem, co wydarzyło się potem, przekonywał Elerojo. Czy mogli być jedynie pionkami w nieczystej grze? Być może świadkowie, do których dotarła rodzina, również wskazywali palcem właśnie na lokalnych policjantów.
40:45
Pozytywnie przeszli jednak test na wariografię, toteż władze dały im spokój.
40:52
W marcu 2016 roku boliwijski turysta opublikował zdjęcie z Full Moon Party, które, jak twierdził, zrobił w dniu zaginięcia turystek. O 22.30, wtedy kiedy zdaniem władz miały przebywać w domu sprawców, ubrane całe na biało, uśmiechały się radośnie do telefonu.
41:15
Post ten sprawił, że zatrzęsła się ziemia Bliscy rozpoznali na zdjęciu swoje córki i natychmiast wysłali zdjęcie do szczegółowej analizy Nie trzeba było długo czekać by władze zdementowały tę nowinkę. Uznano, że datę spreparowano i tak naprawdę zrobiono je dwa dni wcześniej, 20 lutego, gdy dziewczyny były jeszcze całe i zdrowe. Rodzina nie uwierzyła.
41:47
Do dziś twierdzi, że za wszystkim stoi duża, zorganizowana grupa, która realnie zagraża turystom. Jej częścią mogą być pracownicy okolicznych hosteli, barów, sklepików, lokalna policja i na samym szczycie sam rząd. Istnieje sieć, nie jedna, ale kilka, a państwo ekwadorskie jest współwinne temu, co dzieje się w Montanicie. Urzędnicy i policja współpracują współświadkiem, mówiła Gladys, mama Majo.
42:25
Czy dziewczyny naprawdę zostały okradzione i zdecydowały się na podróż stopem? Czy rzeczywiście były w barze i prosiły właścicielkę o wodę? Czy oby na pewno to była czysta woda, skoro zdaniem taksówkarza obie wyglądały nasenne? Czy właściciel sklepiku naprawdę sprzedał im w nocy napój? Jeśli tak, to jak zapłaciły, skoro na karcie kredytowej nie było żadnych zapisów, a one ponoć nie miały gotówki?
42:58
Kto mówi prawdę, a kto kłamie?
43:02
Montanita jawi się jako idealny kierunek dla turystów. Na pierwszy rzut oka jest przyjazna, kolorowa, wypełniona dobrą muzyką i tętni życiem. Ale tak naprawdę pod tymi wszystkimi pięknymi widokami kryją się gangi, bieda, ludzie w kryzysie bezdomności, handlarze różnymi substancjami i niesamowita korupcja. Przekonała się o tym również nasza rodaczka, 41-letnia Monika, która od 10 lat mieszkała w Montanicie i niestety już nigdy nie wróci do Polski.
43:45
Urodziła się w Reszlu, urokliwym, pełnym średniowiecznych zabytków miasteczku, W województwie warmińsko-mazurskim. Po skończeniu edukacji w Olsztynie wyjechała na studia do Wielkiej Brytanii, a w 2014 roku do Ekwadoru. Pokochała ten kraj całym sercem. Mówiła, że czuje się tam jak u siebie. Nazywała go swoim rajem. Była zdania, że nie trzeba się w kraju urodzić, by go kochać.
44:17
Tym bardziej, że to tu znalazła miłość i to tu wychowywała swoje dwie małe córeczki. Była wspaniałą matką, bardzo kochała swoje dzieci, mówili sąsiedzi.
44:31
Zamieszkała w spokojnej i zielonej dzielnicy Barrio El Tigrillo, gdzie 400 metrów od plaży założyła hostel. Dość szybko zaczęła dostrzegać kontrast, którego zwykły turysta raczej nie zobaczy. Centrum Montanity było owszem piękne, kolorowe i doinwestowane, ale wystarczyło przejść się kilka kilometrów dalej, by zdać sobie sprawę, że to nie standard. Dopiero na prowincji można było zobaczyć prawdziwe oblicze tego kraju.
45:06
Fatalną infrastrukturę, brak jakiejkolwiek troski o przyrodę, hałas, nędzę i ból, jakiego doświadczają zwykli mieszkańcy. Monika od razu stanęła po ich stronie. Zaczęło się niewinnie. Pewnego dnia zauważyła, że nie działa kanalizacja. Czekała i czekała, ale wyglądało na to, że miasto się tym zupełnie nie interesuje i najwyraźniej wcale nie zamierza jej naprawić.
45:36
Postanowiła więc wziąć sprawę we własne ręce i zwróciła się do radnych.
45:43
Początkowo ignorowali jej skargi, ale pod wpływem nacisków w końcu dali za wygraną. Od tej pory Monika interweniowała zawsze, gdy widziała, że w okolicy dzieje się coś złego. Skoro można było zmusić urząd do działania w jednej sprawie, to może dało się również w następnej. W efekcie została wolontariuszką, a po jakimś czasie założyła własną fundację, La Integridad, czyli Integralność, która miała za zadanie wspomagać dotkniętych ubóstwem i bezrobociem mieszkańców Santa Elena.
46:22
W tym regionie ubóstwo i nierówności wymagają pilnej pomocy humanitarnej. Fundacja Integridad rozumie jednak, że prawdziwą przyczyną problemu jest systemowa korupcja i głęboko zakorzeniona niesprawiedliwość. Dlatego nasza misja sięga dalej. Łączymy bezpośrednią pomoc z upodmiotowieniem obywateli i gwarancją ich praw, aby osiągnąć głęboką i trwałą zmianę. Napisała na swojej stronie internetowej i słowa zamieniała w czyny.
46:58
Pisała o sobie aktywistka antykorupcyjna, obrończyni Paczjamamy, czyli matki ziemi oraz grup zagrożonych wykluczeniem. Szybko stała się postacią popularną i znaną. Kiedy mieszkańcy mieli problem ze śmieciami, wodą czy prądem, interweniowała. Kiedy droga wymagała naprawy, pojawiała się w urzędzie. Gdy uważała, że jakaś inwestycja może zaszkodzić środowisku lub okolicy, pytała o dokumenty i pozwolenia.
47:33
Jednocześnie pomagała ludziom, organizowała zbiórki, zbierała darowizny i kupowała mieszkańcom jedzenie. Coraz bardziej interesowało ją jednak nie tylko to, komu dzieje się krzywda, ale dlaczego tak się dzieje i kto za to odpowiada. W efekcie zaczęła drążyć, śledzić inwestycje, publiczne pieniądze i lokalne układy. Była w tym nieustraszona.
48:04
Uważaj, jest tutaj wielu złych ludzi, skorumpowanych do szpiku kości. Zabierz córki i wyjedź z tego kraju. Radził jej przyjaciel i zarazem prawnik, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Brnęła w sprawy miasta głębiej i głębiej, odkrywając przy tym coraz bardziej przerażające fakty, jak chociażby przestępstwa względem kobiet. 2 grudnia 2022 roku w jednym z hosteli w Montanicie znaleziono 23-letnią brytyjską turystkę o imieniu Morgan.
48:42
Władze od razu przyjęły wersję o wypadku. Dziewczyna po prostu wzięła czegoś za dużo i doszło do tragedii. Ale zdaniem świadków było inaczej. Za wszystkim stał gang Los Choneros, który przyjaźnił się z właścicielem hostelu i lubił odwiedzać to miejsce. Dziewczyn, którym dodano tam czegoś do napoju, było całe mnóstwo. Po prostu nie wszystkie mówiły o tym głośno, bo i nie było po co.
49:14
Gdy zgłaszały incydenty na policję, ta nie robiła absolutnie nic, by im pomóc, a władze, Natychmiast zabierały się za tuszowanie. Ekwador chciał przecież uchodzić za kraj bezpieczny dla turystów. Nie mógł sobie pozwolić, by dowiedziały się o tym międzynarodowe media. Tak było i w tym przypadku. Prokuratura niemal od razu zamknęła śledztwo i uznała, że to koniec. Ale tym razem sprawa nie została zamieciona pod dywan, bo o Morgan upomniała się Monika.
49:51
Od jakiegoś czasu była zaangażowana w podobne tematy, a sprawa młodej studentki bardzo ją poruszyła. Czy Morgan spotkało to samo, co wcześniej Mayo i Marina? Bardzo możliwe. Monika uparcie chodziła po urzędach i nie przestawała pytać. Masowo wysyłała skargi do instytucji krajowych i międzynarodowych. Skończyło się na tym, że napisała do samego prokuratora i jego świty, zarzucając mu, że mimo wielu niejasności nie drąży tematu i nie chce zamknąć podejrzanego lokalu.
50:30
Chroni właściciela hostelu, który notabene jest powiązany z mafią.
50:37
Co ważne, to właśnie wtedy zaczęto jej grozić. Do tego stopnia, że zaproponowano jej ochronę, a jej ówczesny mąż zabrał dzieci do Brazylii. Ale Monika nie przestawała zadawać niewygodnych pytań, bo to co odkryła, to był tylko wierzchołek góry lodowej. Montanita była pralnie ubrudnych pieniędzy. Publiczne grunty były nielegalnie sprzedawane, lasy wycinane, budowano obiekty, których nie było w planach, a w mieście aż roiło się od handlarzy nielegalnymi substancjami, którzy otrzymywali milczące przyzwolenie władz.
51:18
W proceder zamieszani byli nie tylko lokalni policjanci i urzędnicy, ale także radni.
51:26
W pewnym momencie Monika wpadła na trop, że wszystko poszło jeszcze dalej. W nielegalny handel zamieszana była również rodzinna firma aktualnego prezydenta, syna najbogatszego ekwadorczyka, króla bananów. Jak się okazało, w kontenerach z owocami, które jechały na cały świat, wielokrotnie były nie tylko banany. Stąd ta ogromna fortuna. To wszystko miało sens.
51:57
Odkąd Daniel Noboa objął stanowisko, krajem dosłownie zaczęły rządzić gangi, a w czasie jego kampanii wyborczej doszło do strasznej tragedii. Jego konkurent na stanowisko, który notabene chciał walczyć z rosnącą przestępczością i korupcją, został zlikwidowany przez Los Choneros i to w biały dzień na lokalnym targu. Monika o swoich odkryciach jawnie mówiła w mediach społecznościowych.
52:28
Nagłaśniała każdą nową aferę i nie gryzła się w język wymieniając z imienia i nazwiska kolejnych skorumpowanych radnych. W 2025 roku ona i inni lokalni działacze Odkryli coś, co nigdy miało nie ujrzeć światła dziennego. Nielegalną sprzedaż 93 hektarów ziemi wlali Berdat i Monglaralto. Przekazując te informacje dalej, nadepnęli na odcisk samemu byłemu burmistrzowi.
53:02
Tym samym... Wydali na siebie wyrok. 20 listopada 2025 roku Monika dowiedziała się o śmierci swojego kolegi z redakcji, Robinsona del Pezzo, a dwa miesiące później, zaraz po tym jak ujawniła kolejne nazwiska skorumpowanych radnych, Adwokata Wiktora Rosalesa. W marcu zaczęto grozić także jej. Wiedziała, że po nią idą, bo jeszcze w listopadzie pewien bogaty biznesmen założył monitoring skierowany na jej dom.
53:40
Niedługo później poznała cenę, jaką oferuje za nią mafia.
53:46
Żyła w ciągłym strachu. Czuła, że ktoś ją obserwuje i ktoś śledzi każdy jej krok. Na jakiś czas wyjechała nawet z Montanity i przeniosła się do stolicy. Jednocześnie szukała pomocy u władz. Złożyła wniosek o ochronę do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a gdy została zignorowana, w kwietniu zwróciła się o pomoc do amerykańskiej ambasady w Kito. Jak sama przyznała w mediach społecznościowych, przekazała im wtedy dowody łączące rodzinną firmę prezydenta Ekwadoru z nielegalnym handlem.
54:26
Mam olbrzymie wątpliwości, czy ktokolwiek coś zrobi. Nawet powiedziałam o tym panom z ambasady. Poprosiłam bardzo konkretnie, żeby zapamiętali mnie i moje życie na wypadek, Gdyby coś mi się przydarzyło z powodu tego, co odkryłam w aferze Sunshine, pisała. Bała się do tego stopnia, że chciała opuścić Ekwador, ale ojciec jej dzieci, na co dzień mieszkający w Brazylii, nie chciał wyrazić zgody na ich wyjazd.
54:59
Robiła co mogła, by go przekonać. Niestety, nie zdążyła. 8 czerwca 2026 roku narzeczony znalazł ją w hostelu, który prowadziła. Powiedział, że jakiś czas wcześniej wysłała mu wiadomość pożegnalną.
55:20
Leżała na podłodze. Obok niej była lina. Zostawiła włączony komputer i garnek na gazie. W zamku po wewnętrznej stronie wciąż znajdowały się klucze. Co ciekawe, awaria prądu na jej dzielnicy chwilę wcześniej wyłączyła wszystkie kamery w domu. Podobno tamtego dnia Monikę odwiedzili ludzie, którzy chcieli kupić nieprzynoszący już zysku hostel, a po okolicy wałęsali się urzędnicy, którzy rzekomo przeprowadzali spis ludności i zwierząt.
55:57
Ale czy oby na pewno to byli kupcy i urzędnicy? Jakiś przechodzień widział dwóch zamaskowanych mężczyzn na skuterze. Następnego dnia, jeszcze zanim przeprowadzona autopsja, minister spraw wewnętrznych ogłosił, że Monika zrobiła to sobie sama. Wprawdzie przeprowadzona później sekcja rzeczywiście potwierdziła tę wersję, Ale poza jej własnym partnerem i władzami, nikt w okolicy w to nie wierzył.
56:27
Monika miała problemy finansowe. Zżerał ją stres, bo obawiała się o swoje bezpieczeństwo, ale bliscy doskonale wiedzieli też z kim zadarła i czym się zajmowała. Na pewno tego nie zrobiła. Miała w sobie ducha walki. Przekonywała koleżanka, a sąsiadka dodała. Jeszcze rano widziałam ją jak odprowadzała dzieci do szkoły. W jednej z ostatnich rozmów powiedziała mi, że odkryła coś co obciąża prezydenta i że zamierza to ujawnić.
57:01
Mówiłam jej żeby nie ryzykowała, ale Moniki nie dało się powstrzymać. Mama Moniki natychmiast przyleciała do Ekwadoru, a w Montanicie doszło do demonstracji i protestu. W centrum miasta postawiono zdjęcie 41-latki, obok którego masowo składano kwiaty i palono znicza. Napisano na nim Sprawiedliwość dla Moniki. Aktywistce poświęcono ponadto mural.
57:31
Rozpoczęto budowę rzeźby, a jej imieniem nazwano jedną z ulic. Tak jak kiedyś Monika dbała o lokalną ludność, tak teraz oni chcieli zawalczyć o nią. Zresztą nie tylko oni. Oprawdę walczyło wiele organizacji międzynarodowych, m.in. Komitet Ochrony Praw Człowieka i Organizacja Broniąca Praw Kobiet CEPAM, które otrzymały upoważnienie ze strony jej mamy Ireny.
58:02
W Polsce również wszczęto śledztwo. A naciski ze strony Unii Europejskiej sprawiły, że przeprowadzono drugą sekcję, tym razem pod nadzorem neutralnych lekarzy z Gwajakil i biegłych z Argentyny. Jej wyniki okazały się szokujące. Potwierdziły bowiem najgorsze przypuszczenia. Udział osób trzecich Informacje te szybko potwierdził rzecznik prokuratury w Olsztynie.
58:32
Wskazano na uraz głowy i uduszenie. Dopiero wtedy Ekwador wszczął śledztwo i zwrócił się z prośbą o międzynarodową pomoc, w tym o wysłanie do montanity specjalistów, by zebrali dowody. Śledztwo wciąż trwa, zostało jednak utajnione. Zlecono szczegółowe badania toksykologiczne, sprawdzenie monitoringów, wszystkich raportów, jakie Monika składała w ostatnich latach.
59:02
Prokuratura zamierza ponadto przesłuchać jeszcze wiele osób, w tym ministra spraw wewnętrznych. Pod obserwacją służb znajduje się również partner kobiety, który notabene ją znalazł. Mieszał się bowiem w zeznaniach i od razu przyjął wersję policji. Zaprzeczył też, jakoby wcześniej twierdził, że Monika pożegnała się z nim przez SMS. Nowa wersja brzmiała, że ostatnią wiadomością była. Dzień dobry, kochanie.
59:33
Życzę ci miłego dnia. Mężczyzna zatrudnił aż czterech adwokatów. Jak podaje Wirtualna Polska... Ich związek był dość świeży, a rodzina i znajomi ledwo go znali. Kluczowym dowodem ma być telefon Moniki, w którym miała trzymać wszystkie dokumenty związane z korupcją na najwyższych szczeblach władzy.
59:58
Monika była fanką Barcelony, której zwycięstwa świętowała za każdym razem. Unikała słodyczy, choć dla ciast przyjaciółki robiła wyjątek. Zajadała się za to ekwadorskim gulaszem z kurczakiem i słynnymi chicharon, smażonymi skórkami wieprzowymi. Po montanicie jeździła na rowerze, potem kupiła sobie skuter. Była wspaniałą kobietą, jedyną w swoim rodzaju. Kochała ten kraj, jakby się tu urodziła i dlatego tak zaciekle walczyła.
60:34
Marzyła o prosperującej prowincji i montanicie w ciągłym rozwoju, mówiła z żalem jej przyjaciółka Jacinta Rodriguez. Dzieci Moniki są już w Polsce z jej mamą Ireną. Dziękuję za wysłuchanie tej wstrząsającej historii do końca. Dziękuję za wszystkie komentarze, podbicia i łapki w górę. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Dziękuję jeszcze raz i do usłyszenia wkrótce.
61:06
Pozdrawiam.